Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
III


III

Dzień zbliżał się ku końcowi. Czerwone słońce chowało się łagodnie za linią horyzontu udając się na spoczynek przed kolejną mozolną wędrówką jutra. Chłodny wiatr delikatnie owiewał twarze dwóch zmęczonych podróżników podziwiających piękno tkwiące w prostocie zwyczajnego, codziennego zachodu. Pustynna cisza dudniła smutnym echem w uszach, a martwy spokój budował w ich podświadomościach poczucie bezpieczeństwa.
- Do New Vegas zostało dwa dni drogi - stwierdził pewnie CJ przerywając melancholijną zadumę - rozbijmy tu obóz na noc. Nie ma sensu przegrzewać maszyn. Może się okazać, że będziemy musieli wycisnąć z nichtyle, ile fabryka dała gdy przyjdzie nam oddalić się od tego przeklętego miasta.
- Racja - rzucił od niechcenia Jimmy nie spuszczając wzroku z ostatnich promieni słonecznych, ukradkiem otulających surową rzeźbę skalnego pustkowia zapadającego e sen. Próbował skupić się na relaksie, maksymalnie wykorzystać otaczający ich spokój na regenerację sił, wyciszyć umysł przed nieuchronną burzą wiszącą w powietrzu. Jednak mimowolnie analizował swoją aktualną sytuację. Jakiś wewnętrzny niepokój zakłócał jego próbę zespolenia porywczej duszy z obecnym, pierwszorzędnym zadaniem, celem wymagającym ogromnej samokontroli, pełnego wykorzystania swych atutów oraz wielkiej koncentracji i jeśli będzie taka potrzeba maksymalnego wytężenia ponad przeciętnej percepcji młodego człowieka. Chociaż sytuacja była jasna - przysługa za przysługę - chociaż na jego drodze los postawił łaskawie osobę, dawnego przyjaciela starszego brata, chociaż wszystko wydawało się banalnie proste, ten okropny niepokój nie opuszczał Jimmiego nawet na chwilę. Czy faktycznie miał powody do obaw, czy były to tylko jego urojenia spowodowane niespodziewanym rozdrapaniem bolesnych blizn z przeszłości, informacji zmieniających jasne, czyste światło padające na obraz zapamiętanego, autorytatywnego brata, które zamiast razić bielą źrenice okazało się zszarzałe i przymglone... Natrętny, wewnętrzny niepokój nieustępliwie napierał na twardą powłokę sztywnego kręgosłupa moralnego młodzieńca wzbudzając w nim swego rodzaju irytację. Odkąd zmuszony był radzić sobie samodzielnie nikt nie wyrażał ani krzty chęci pomóc mu w czymkolwiek, aż tu niewiadomo skąd spotyka człowieka posiadającego informacje na temat wyparty ze świadomości, mało tego, człowiek ów wyraża chęć udziału w jego prywatnej pomście na oprawcach jednej z najbliższych mu osób. Sam wygląd CJ'a budzi respekt, jego liczne blizny, ślady starć na samochodzie oraz sposób wysławiania się świadczy o bogatym doświadczeniu w rzemiośle wojennym, nie zapominając o wzbudzającym zaufanie podejściu do Jimmiego oraz oferty zjednoczenia sił by uczcić pamięć jego brata i sprowadzić choć ziarno sprawiedliwości na ten niewdzięczny świat w obecnych, nieszczęsnych czasach. Dziwnym więc jest, że zamiast radości ducha, albowiem Jimmy nigdy nie popadał w euforię, młodzieniec odczuwa niepokój. Owszem, nie raz i nie dwa jakiś wewnętrzny głos skłaniał go do zachowania szczególnej ostrożności, ale mężczyzna tłumaczył to sobie rozsądkiem z domieszką doświadczenia i odrobiną szczęścia. Tym razem twierdził że nepokojące go myśli są nadzwyczaj bezpodstawne.
- Prześpij się brachu - z zadumy wyrwał go głos towarzysza - obudzę cię za cztery godziny abyś przejął wartę. Oboje wiemy że pustkowia w tej części kraju nie są najbezpieczniejsze.
- OK - skwitował Jimmy nie zdradzając w nawet najmniejszym stopniu swoich myśli - ale jutro ja będę pełnił wartę całą noc. W Vegas napewno znajdę nocleg a ciebie czeka kilka dni na nieustannym czuwaniu. Przydadzą ci się zregenerowane siły.
- O mnie się nie martw mały - rzucił CJ z żartobliwym uśmiechem - nie łatwo zaskoczyć starego lwa pustynnego.
- Mam taką nadzieję - odparł z ironią młodzieniec - nie mam ochoty kopać ci grobu po kilku, jak się spodziewam, intensywnych dniach i niewesołej rozrubie.
- Spokojnie, nie będzie takiej potrzeby - mężczyzna uśmiechnął się szeroko - obyś tylko ty nie dał się zastrzelić. Reszta będzie już zwykłą formalnością - dodał, a w jego oku dało się zauważyć delikatny błysk.
- Zapewne tak będzie - Jimmy uśmiechnął się lekko i ignorując towarzysza ułożył się wygodnie zapadając w półsen niosący go po bezkresie tłoczących się w głowie myśli. Wiedział, że może spać spokojnie, jednak uporczywe emocje blokowały mu dostęp do błogiego świata marzeń. Mimowolnie wydobywał sekwencję wspomnień, następujących po sobie wszystkich tych bezcennych chwil szczęścia, radosnych i beztroskich polowań na Gekony, nauki strzelania do butelek po whisky, wspólnego dłubania przy motocyklach różnej marki i typu... Przypominał sobie obrazy z dzieciństwa i wczesnej młodości, widząc je jednak trochę mgliście, niewyraźnie, jakby patrzył w szare lustro mętnego stawu próbując wypatrzeć błyskotek w zamulonej powierzchni dna. Jednak nieuzasadniony lęk szedł za każdym wspomnieniem niczym złowrogi cień przesłaniając coraz bardziej ciepłe, kolorowe światło płynące z głębi kojącego pryzmatu dobrych wspomnień. Cień przypominający ciężkie, posępne burzowe chmury zwiastujące zbliżającą się zmianę pogody. Im bardziej Jimmy próbował od nich uciec, tym szybciej osaczały go ze wszystkich stron odcinając mężczyźnie dopływ tlenu do płuc. Im bardziej próbował on wytężyć wolę i stawiać jakikolwiek opór, tym mocniej niewidzialna pętla zaciskała mu się na szyi. Niesamowicie potężna niemoc ogarniała całe jego ciało destruktywnie miażdżąc każdy atom jego marnego jestestwa obracając liche istnienie w wieczny niebyt. Kiedy udręka osiągnęła punkt kulminacyjny Jimmy zerwał się na równe nogi dobywając magnum spod kurtki i celując niewidzącymi oczami w nieprzenikniony mrok. Zimny pot spływał mu leniwie po całym ciele. Przez chwilę oddychał niespokojnie, po czym dochodząc powoli do siebie szepnął cicho:
- Coś się spieprzy. Czuję to...
Głosuj (0)

Mandi 19/11/2012 02:44:59 [Powrót] ...zostaw parę słów...








Mandi

.:: Licznik ::.
98018

.:: Księga 4::.
...twój ślad...
...ci co tu byli...

.:: Profil ::.

Na mój temat można by powiedzieć wiele dobrych jak i złych rzeczy... Wszystko zależy od poglądów i różnie rozumianego pojęcia moralności... Ja uważam, że jestam kim jestem i inny nie będę. Lubię Heavy Metal, moją gitarkę, whisky i oczywiście braci... Reszty można domyślić się z zawartości tego bloga.


...zapamiętaj...

.:: Archiwum ::.

2012
Listopad
2011
Grudzień
Listopad
Czerwiec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Kwiecień
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
2007
Styczeń
2006
Grudzień
Listopad


.:: Ulubieni ::.


beldu.wjo.pl virgilcole.wjo.pl


.:: Linki ::.


ciekawosti o upadłych
Asgard
blog Jima
Kasia2
Jasiu
Kasia3
Midgard
Kasia1

.:: Muzyka ::.




>>LAY BY LILY<<
>Powered by BLOG4U<


...wrota do mego świata...